Jeśli spędziłeś trochę czasu w mediach społecznościowych z postami o muzyce AI, widziałeś ten schemat: wrzuca się generację z promptem, nazwą modelu, czasem, jaki to zajęło, i trzema emoji rakiety. Sam utwór — który często naprawdę jest dobry — zostaje zakopany pod tym opakowaniem.
Lekarstwem jest przestać opakowywać go jako artefakt AI i zacząć opakowywać go jako utwór.
Zacznij od uczucia, nie od procesu
Pierwsze zdanie posta ustawia, czego ludzie będą słuchać. „Zrobiłem to z AI w 47 sekund" ustawia ich, żeby słuchali szwów. „Utwór na pół godziny między wyjściem z biura a powrotem do domu" ustawia ich, żeby słuchali utworu. Utwór się nie zmienił. Zmieniła się uwaga.
Schowaj prompt, dopóki ktoś nie zapyta
Prompt jest interesujący dla innych ludzi pracujących nad promptami. Nie jest interesujący dla słuchacza — a pokazanie go sadza go na fotelu krytyka zamiast słuchacza. Zachowaj prompt na podpis-pod-więcej, komentarze, rozmowę, jeśli się odbędzie.
Skreduj narzędzie, ale go nie reklamuj
Gustowne „zrobione w [aisonggen]" na końcu posta jest na miejscu. Nagłówek „SZCZĘKA OPADA — AI NAPISAŁO TO W 30 SEKUND" już nie. Pierwsze brzmi jak muzyk wymieniający swój DAW. Drugie brzmi tak, jakby post był dla narzędzia, a nie dla utworu.
Najpierw musi wylądować sam utwór
Żaden trik z opakowania nie uratuje generacji, która nie jest skończona. Jeśli nagranie jest surowe — wokal lekko pływa, bębny lekko sztywne, miks lekko mętny — popraw to przed wrzuceniem. Muzyka AI wyrobiła sobie opinię bycia przybliżeniem. Wrzucanie przybliżonych nagrań to wzmacnia. Wrzucanie skończonego po cichu to podgryza.